10:40

Słodycz..

Słodycz..

Dzień dobry:) Postanowiłam, że przy niedzieli pojawię się tu ponownie. Pogoda za oknem nie rozpieszcza. Nie lubię kiedy mam tyle samo błota w mieszkaniu co na dworze, ale już nie długo upragniona wiosna. Kwitnące drzewa i wszystko obudzone do życia. Ostatni czas był dla mnie intensywny. Praca, dom i jakoś doba jest za krótka, żeby porządnie się wyspać, ale może kolejny weekend mi pozwoli na istne lenistwo. 

Jak wiecie mój świecoholizm jest w stadium tak zaawansowanym, że ,,robi się" specjalne miejsce na moje skarby. Wymaga to sporo pracy i czasu, z którym raz jest lepiej raz gorzej, ale organizujemy się jak możemy. Efektami z pewnością się pochwale mam na dzieję, że już nie długo.
Za oknem istne błoto. Mokro, ale w miare ciepło. Ja jako człowiek mega ciepłolubny ostatnimi czasy dogrzewam się słodkościami dzięki online shop Candlelove.pl Świece o intensywnych słodkich zapachach przypadły mi do gustu, co jakis czas temu było nie do pomyślenia, że lukrowy zapach będzie moim ulubionym. 
Do mojej kolekcji ostatnio dołączył nowy osobnik. Słodki, intensywny, dający czadu na całe mieszkanie. 



Mowa tu o Yankee Candle oczywiście, które leje miód na moje serce dzięki White Chocolate Apple. Zapach świecy idealnie oddaje nazwa. Pieczone kawałki jabłek, nabite na wykałaczki, a obok fontanna z białej czekolady, której zapach roznosi się po okolicy przyciągając znajomych i tych nie znajomych też.  
Zapach bardzo intensywny. W moim mieszkaniu zagościł w ciągu godziny w każdy zakamarek
i pozostał w nim na dłuższą chwilę. 



Jeżeli lubicie zapachy intensywne, z mocą to polecam w 100%. Idealnie nadają się na duże powierzchnie, przez co zapach robi się delikatniejszy. Zapach Yankee Candle White Chocolate Apple dostępny jest w sklepie internetowym Candlelove.pl, którego asortyment doprowadza mnie
o bezsenność. Wszystkie produkty krzyczą: ,,weż mnie, weź mnie!", ale jednak mój rozsądek puka się w czoło mówiąc ,,Ty zwariowałaś, wariatko-furiatko". Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione zapachy..

Wszystkie opinie umieszczone na blogu i zdjecia sa moją własnością.

14:17

Zdenkowani

Zdenkowani
Hej:) Dzisij postanowilam przyjsc do Was z seria zdenkowani. W ostatnim czasie zuzylam kilka kosmetykow i stwierdzilam, ze moze Was to zainteresuje:)


A wiec pierwszym produktem sa perfumy. Zapach to Secret Fantasy z Avonu. Czekaly na swoj czas, bo posiadam je dosc dlugo i zawsze byly zbyt mocne, za slodkie, za ciezkie, ale chyba do perfum sie tez dorasta:) Mysle ze jest to bardzo fajny, dziewczecy zapach, ktory ma tyle przeciwniczek ile zwolenniczek, ale znajdzie tez 
i takie kobietki co straca dla niego glowe. Zapach zazwyczaj dostepny w kazdym kataogu.


Do gronna zdenkowanych dolaczyl rowniez moje male odkrycie 2016, a mowa tu 
o korektorze Catrince. Niesamowity produkt, ktory poradzil sobie z moimi cieniami pod oczy jak i niespodziankami. Idealnie kryjacy, przyjemna konsystencja. Sprawdzil sie u mnie nie tylko w makijazu weselnym czy sylwestrowym, ale rowniez codziennym. Wygodny aplikator umozliwia nam higieniczna i wygodna aplikacje. Bardzo polecam osobom, ktore szukaja bardzo dobrego korektora. Dostepny 
w Drogerii Natura.


Podklad. Akurat tak sie zlozylo ze na ten miesiac przypadl koniec trzech podkladow. Kazdy z nich ma cos w sobie, co mi odpowiada, ale i tak moja milosc do Revlon Colorstay jest bezgraniczna:* Krycie, nawilzenie i aplikacja wszystko na ,,+'', chociaz wydaje mi sie, ze kiedys mial bardziej gesta konsystencje, ale i tak jest to moj numer 1. 

Faworyt. Zel do twarzy tzw. smierdziuch. Zapach... no coz.. moglby pachniec polnymi kwiatkami, ale coz zrobic. Wazne ze robi co ma robic i to w zupelnosci mi wystarczy. Uzywam go regularnie od roku dzieki siostrzanej dowstawie z austriackiego Dm'u. Koszt kilku euro a radosci tyle co nie miara przy kazdym rozpakowywanym opakowaniu:) Nie ma co sie rozwodzic na jego temat, bo wiecej zachwytu bylo 
w poprzednich postach:)

To, ze jestem maniaczka zeli pod prysznic to wie kazdy kto mnie zna. ostatnio udalo mi sie zuzyc dwa. Balea, ktory podbil moje serce. Zapach powalajacy. Jezeli ktos kojarzy jakies perfumy z tym zapachem dajcie znac, bo dla mnie ten zapach to totalna petarda. Fjnie sie pieni, idealnie pachnie, czyli to na czym mi zalezy. Kilka grosze a miod na moje serce. Drugi to zel 500ml od Avon. Slodki, karmelowy, dobrze sie pienil, ale polaczenie jego zapachu
 z parą w lazience nie sprzyja dlugiej kapieli. Jak dla mnie chyba zbyt slodki.


Szampon. Moj maluch, ktory podbil moje serce jak wszystkie kosmetyki, ktore regularnie uzupelniam:) Szampon od Yves Rocher. Super pachnie, idealnie sie pieni 
i myje, nie uczula i nie obciaza wlosow. Dostepny w katalogu Yves Rocher.

Z kosmetykow na chwile obecna to by bylo tyle:) Ciagle kolekcjonuje nowe denka 
i z czasem kolejny post z tej serii:) buziaki:***


10:57

Już mnie nic nie zdziwi..

Już mnie nic nie zdziwi..

Hej:)) Za oknem mroźno, a ogrzewanie w mieszkaniu średnio daje radę:( Trzeba zawijać się w koc, 
z kubkiem herbaty w dłoni i mieć nadzieje, że ciepło nadchodzi małymi kroczkami. 


Ostatnio Yankee Candle po raz kolejny koniec roku zakończyło z nowymi zapachami. Kolekcja nazywa się Q1 Yankee Candle Pure Essence 2017. Stanowi zestaw trzech zapachów, które wprawiają nas w dobry nastrój i pozwalają wytrzymać w ten mroźny czas. Mowa tu o zapachu Linden Tree, Cherry Blossom i Wild Mint. 


Tadamm.. Pierwszy z nich to Linden Tree. Kiedyś na przeciwko mojego rodzinnego dom było ogromne lipowe drzewo. Pamiętam, że było takie duże, że nie sposób było zrobić zdjęcie całej korony. Latem kiedy kwitło zapach roznosił sie po okolicy, a szczególnie wieczorem przybierał na intensywności. Zapach bardzo intensywny, ale świeży i delikatnie słodki. Idealnie oddaje zapach małych lipowych kwiatków, które wiejący letni wiatr roznosił po okolicy. Do mojej kolekcji dołączył sampler Linden Tree, który czuje bardzo dobrze bez odpalania. Najnowsza kolekcja Q1 Yankee Candle Pure Essence 2017 dostępny jest w sklepie internetowym Candlelove.pl.


Kolejnym maluchem jaki dołączył do mojej kolekcji samplerów Cheryy Blossom z najnowszej kolekcji Yankee CandleKwiat wiśni z dodatkiem czegoś nieoczywistego, ale świeżego
i wpadającego w drzewne nuty. Zdecydowanie zapach Cherry Blossom od Yankee Candle jest odzwierciedleniem japońskiego ogrodu, który zawładnie naszą przestrzenią zarówno małą jak i dużą, a także soczystych, czerwonych wiśni i marzeniach o wielkiej wyprawie na inny kontynent. Uważam, że można go idealnie dawkować przy czym nie jest drażniący i nachalny tylko delikatny i subtelny. Cherry Blossom od marki Yankee Candle to idealny akcent w domu każdego kto preferuje zapachy kwiatowe. Takie doznania zapewnia nam sklep online Candlelove, w którym dostępny jest Cherry Blossom.


Tadam! Tadam! Tadam! Oto i on mój najulubieńszy ulubieniec <3 Ostatni z trzech nowych zapachów  Q1 Yankee Candle Pure Essence 2017. Zapach jakiego nigdy nie miałam okazji mieć. Niepowtarzalny i faworyt dla wyjątków. Wild Mint od Yankee Candle moim zdaniem jest to idealna mięta przełamana słodkością. Nie jest ona zbyt wyrazista, ale ma coś w sobie co skradło moje serce. Moim zdaniem jest w niej szczypta dzikości i mroźnego powietrza co idealnie działa na nasze drogi oddechowe. Bardzo przypomina mi zbiory mięty, które rosły latem w moim rodzinnym ogrodzie,
a potem suszone by można by ja pić jesiennymi wieczorami. Myślę, że Wild Mint znajdzie swoje miejsce w mieszkaniu o dużej jak i małej powierzchni. Pochodzący z kolekcji Pure Essence sampler Wild Mint dostępny jest w sklepie internetowym Candlelove.pl


Kolekcja Q1 Yankee Candle Pure Essence 2017 bardzo przypadła mi do gustu. Każdy z zapachów jest indywidualny i znajdzie swojego właściciela, który straci dla niego głowę. Nie jestem zdziwiona nową serią, ponieważ każda nowa, która się pojawia jest rewelacyjna w każdym calu.


Wszystkie opinie zawarte na moim blogu są moimi subiektywnymi odczuciami i spostrzeżeniami. 

05:31

Home decor, czyli Domowebrudy.pl

Home decor, czyli Domowebrudy.pl
Hej Hay Hello ;) Za chwilę połowa stycznia. Czas leci jak szalony, tydzień po sylwestrze, a ja mam wrażenie, że dopiero będę szykować kreację. Z racji gorącego okresu wracam z regularnymi postami. Myślę nad ustaleniem konkretnych dni. Miejmy nadzieję, że się uda. 

Jakiś czas temu dostałam przesyłkę od domowebrudy.pl. Sklep z pięknymi rzeczami do salonu, kuchni czy łazienki. Przydatne, estetycznie wykonane i jednocześnie cieszące oko każdego kto przywiązuje uwagę do dekoracji i gadżetów, ale tych przydatnych. 

W paczce znalazł się kalendarz. Zawsze chciałam taki mieć. Oglądając zdjęcia na Instagramie zawsze podziwiałam jak fajnie komponuje się z przedmiotami. Dostępny w stałej sprzedaży na domowebrudy.pl. Mój jest w kolorze białym. Idealnie komponuje się z wnętrzem i świąteczna dekoracja. 


Kolejnym produktem, który bardzo przypadł mi do gustu jest choinkowa tablica, po której można pisać kredą. Wraz z Narzeczonym życzyliśmy Wesołych Świąt tym, którzy odwiedzali nas w tym czasie. Tablica lekka, ale wykonana porządnie i estetycznie. Pisanie po niej kredą nie sprawia trduności. Udekorowana pięknymi spinaczami na brązowym sznurku dodaje jej akcent rustykalny.


Gwiazdki. Coś co bardzo lubię. Idealnie pasujące nie tylko na czas świąteczny, ale uważam, że
w ciągu roku znajdą swoje miejsce w moim mieszkaniu. Drewniane, białe cudeńka wykonane bardzo dokładnie. Dodatkowo zamontowany zaczep i sznurek umożliwia nam powieszenie w dowolnym miejscu i dopełnienie naszego wnętrza. Bardzo przypadły mi do gustu.


Ostatnim produktem, a właściwie produktami są porcelanowe łyżeczki. Idealnie sprawdzają się do kamiennej cukiernicy lub jako ozdoba w kuchni. Na pewno długo posłużą w moim królestwie. Bardzo subtelne kolory, a delikatność tworzywa nadaje dodatkowej elegancji.


Wszystkie produkty można znaleźć na stronie domowebrudy.pl, a także na instagramie. 
Opinie zawarte na blogu są moje i nie są dodatkowo sponsorowane.




10:14

Rozmiar ma znaczenie..

Rozmiar ma znaczenie..
Dzień dobry cześć i czołem witając się starą przyśpiewką:) Święta, święta i po świętach. Szybko zleciał ten czas ,,odpoczynku", bo jednak nie było czasu na typowe lenistwo co w moim wykonaniu, to robienie wszystkiego co sprawia mi przyjemność. 

Podczas tej dłuższej przerwy miałam okazję spróbować i jednocześnie porównać moje uzależnienie. Czym się różni, która jest intensywniejsza i jaka najbardziej pasuje do mojego mieszkania. 
Mowa tu oczywiście o świecach Yankee Candle ze sklepu internetowego Candlelove
Każda ze świec ma swój indywidualny zapach i jak do tej pory to nie zdarzyło mi się skojarzyć ze sobą podobnych. Mam ogromną nadzieję, że tak zostanie. 
Świece Yankee Candle posiadają trzy rozmiary słojów: duży, średni i taki maluszek, który swoją słodkością powalił mnie na kolana. 


Na mojego ochotnika jako pierwszą świecę wybrałam ten, który podbije wielkością nawet najbardziej wymagającego świecoholika. Mowa tu oczywiście o przecudownym maluszku jakim jest Yankee Candle Home Sweet Home od Candlelove w najmniejszej pojemności.
Świeca urzekła mnie nie tylko zapachem typowo jak dla mnie świątecznym, ale przede wszystkim tym, że słoiczek jest taki maluśki, czyli takie dzieciątko świecowe Yankee Candle.
Według producenta powinna wystarczyć na 25-40h palenia co jest wręcz nie do uwierzenia, ponieważ wydawało mi się, że ten maluch szybko się skończy. 
Jednak jest to całe 0,25 kg radości.
Jak dla mnie jakikolwiek zapach będzie w tej pojemności będzie bardzo szybko rozprzestrzeniał się w naszym mieszkaniu. Myślę, że wynika to z tego, że mała świeca potrzebuje znacznie mniej czasu, aby nagrzało się szkło jednocześnie rozpuszczając wosk w wyniku czego zapach robi się coraz intensywniejszy. Moja teoria sprawdza się w przypadku mojego malucha w 100%. 


Idąc po kolei kolejną świecą do porównania rozmiaru jest średni słój Yankee Candle, które dostępne są w sklepie internetowym Candlelove. W moim przypadku jest to Pink Grapefruit. Świeca
o zapachu bardzo orzeźwiającym i gorzkim. Dla mnie idealny, ponieważ tak jak i świece uwielbiam grapefruity. 
Producent zapewnia nas, że czas palenia średniej świecy Yankee Candle to 65-90h. Wagowo jest to 0,85 kg czystej miłochy.
Według mnie potrzebuje troszkę wiecej czasu by wokół płomienia zrobił się basen, ale swoją intensywnością powala. 
Zdecydowanie polecam osobom, które lubią Yankee Candle i zadowolą się mniejszą pojemnością. 


Ostatnią świecą chyba najbardziej popularną ze wszystkich wielkości jest duży słój Yankee Candle. W swojej kolekcji posiadam dwie sztuki takiego cuda ze sklepu internetowego Candlelove. Jednak na obecną porę roku zdecydowanie moim ulubionym zapachem jest Yankee Candle Winter Glow. Wydawało mi się, że duży słój będzie się nagrzewał co najmniej pół dnia, ale się miło byłam zaskoczona, kiedy po ok. dwóch godzinach był piękny basen. Fakt, że przy użyciu illumy, ale uważam, że jeżeli mamy takie akcesoria to wręcz wskazane, aby ich używać. 
Duże słoje składają się z 1,20 kg radości, szczęścia i miodu na moje serce. Same dobroci, które sprawiają, że wieczór zimową porą od razu staje się przyjemniejszy, a to wszystko dzięki Candlelove.


Każda z tych świec ma coś w sobie, co na pewno każdego z nas urzeknie. Dostępne w sklepie internetowym Candlelove Yankee Candle powalą nas na kolana różnorodnością zapachów
i fachowym podejściem właścicieli.


Reasumując moją opinię na temat wielkości świec warto zauważyć, że są to moje osobiste odczucia 
i sugestie. 


23:19

Zakochaj się w świętach od nowa z zapachami Yankee Candle

Zakochaj się w świętach od nowa z zapachami Yankee Candle
Ahooojj;) dawno mnie tu mi było. Nie, nie zasypało mnie. Niestety, ale czasami bywa i tak. 
Mamy już grudzień, a właściwi jego połowę. 

Z jednej strony czas kiedy wyczekujemy świat, ciągle planujemy, żeby wszystko grało i jednocześnie dajemy się porwać temu przedświątecznemu szaleństwu. Grudzień to również czas podsumowań, planów na przyszły rok i postanowień. Wśród tych wszystkich obowiązków pojawia się napięcie. Jakie potrawy będą na wigilijnym stole i kiedy najlepiej wybrać się na zakupy, żeby pół miasta nie wpadło na ten sam pomysł. Nie wiem jak wy ale ja uwielbiam przygotowania do świat. Mieszkanie wypełnione ozdobami, żywa choinka w kącie 
i najważniejsze - zapachy. 



W moim rodzinnym domu zawsze były standardowe potrawy. Śledź, barszcz czerwony, pierogi 
z kapustą i grzybami, które smakują najlepiej w wigilię, do tego wszelkie ryby pod różną postacią. Jednak podczas przygotowań do świąt nie królują jedynie zapachy potraw ale również ciast, które zawsze w ilościach hurtowych robi moja mama. Wszystkie zapachy się mieszają, tworząc mieszankę wybuchowa. I nie życzę, żeby komukolwiek wkradł się w te piękne zapachy ciast zapach spalenizny z zakalca. 


Dla mnie bez różnicy czy jest okazja czy nie ogień palić się musi. Mowa tu oczywiście o moim uzależnieniu jakim są woski, świece i cały ten rozgardiasz, który zawładną moim mieszkaniem.


W związku z realizacja pomysłu koleżanek po fachu karmelizovaną i czerwonafiliżanka
z ogromnym udziałem sklepu internetowego Candlelove zapraszam Was do przeczytania dzisiejszego wpisu o woskach, które z pewnością przypomną Wam o świątecznych wypiekach, mimo tego, że światem zawładnęła moda na bycie fit i wszystkim co jest ,,bez". 



Nie można by rozpocząć świątecznych przygotowań bez świątecznych zapachów ze sklepu internetowego Candlelove. Yankee Candle zaskakuje mnie po raz kolejny. Zapachy skomponowane idealnie. Moją kolekcję powiększyły zapachy iście świąteczne: Christmas Cookie, Vanilla Cupcake 
i Fireside Treats.




Zaczynając od Christmas Cookie. Wosk, w którym przeplatają się nuty słodkiej wanilii i jak dla mnie delikatnie kwaśnej cytryny, którą dodajemy do domowego lukru. Typowe ciasteczka Bożonarodzeniowe, które pieczemy wcześniej i tuż przed samymi świętami dekorujemy. My ze znajomymi również mamy taką swoją małą tradycję. Spotykamy się przed Bożym Narodzeniem 
i dekorujemy pierniczki przy czym lampka wina i świąteczne piosenki muszą być obowiązkowo.Wosk dostępny jest wśród dobroci w internetowym sklepie Candlelove.



Kolejnym cudeńkiem jest Vanilla Cupcake. Bardzo przyjemne połączenie zapachu gorących babeczek i jednocześnie cytrynowego kremu z dodatkiem kolorowej posypki. Zapach jak dla mnie idealny. Nie jest zbyt słodki, jednak aromat cytryny dodaje orzeźwiającego akcentu. Bardzo przyjemne połączenie, w wyniku którego powstała Vanilla Cupcake. Wosk dostępny na Candlelove.



Mniam. Nie każdy lubi pianki Marshmallow, jednak ich zapach w Fireside Treats powala na kolana. Przyjemny pudrowy z dodatkiem zapachu palonego drewna sprawia, że pokochają go najwybredniejsi. Zapewne nie jednej osobie przypomni czas dzieciństwa, kiedy Marshmallow były trudno dostępne, a każde dziecko je kochało i wyczekiwało tych świątecznych paczek od cioć 
i wujów z zagranicy. Wosk wydaje się być intensywny ale myślę, że jest to kwestia użytej ilości wosku. Fireside Treats dostępny na Candlelove, gdzie nie tylko on skradnie Wasze serce.


Do świątecznej kolekcji dołączył również Snowflake Cookie. Mam nadzieję, że nie smakuje tak jak pachnie:) Zapach idealnie przypominający świąteczną aurę. Słodycz wanilii i lukru, a także nuta cynamonu i delikatnych goździków, czyli wszystkich dobroci, z których możemy wyczarować cudowne pierniki świąteczne obsypane milionem kolorowych posypek. Snowflake Cookie dostępny jest w sklepie internetowym Candlelove.

Uff dotarłaś/eś do końca, ale to nie koniec. Zapraszam do Dominiki u której post z serii ,,Zakochaj się w świętach od nowa z zapachami Yankee Candle" już za tydzień, a także Zuzy i jej wcześniejszych artykułów z tej serii.

Buziak;*



12:12

Wykończyłam..

Wykończyłam..
Hej.. Dawno nie było tutaj wpisu o zdenkowanych produktach. Postanowiłam robić taki wpis raz na jakiś czas ze względu na to, że jak dla mnie bezsensu robić wpis o trzech produktach. 
Może uznacie, że jestem leniwa, ale wolę zbierać chwilę dłużej i napisać konkretnie, czyli dłużej. 
Ostatnio zużyłam kilka rzeczy, które skradły moje serce, ale i takie które niczego nie urwały. Kosmetyki jakie skończyłam są z różnej kategorii. 

Niektórzy wiedzą albo i nie, a na pewno wie to moja siostra, że jedynej rzeczy jakiej nie brakuje w mojej łazience to żel pod prysznic. Mam taka manie, że muszę mieć przynajmniej dwa w zapasie. Jak nie ma co najmniej dwóch tylko jeden to już to źle wpływa na mój wewnętrzny spokój. Wiec zużywam je też w ilościach większych niż przeciętny śmiertelnik. 

Ostatnimi czasy moja rozpacz była ogromna.Zużyłam ostatni żel z Balea z siostrzanej dostawy
z Austrii. Hmm., Coś na zasadzie jak dziecko zje ostatnią kostkę czekolady, która dostępna jest
w Ameryce. Masakra. Do rzeczy bez zbędnego kłapania dziobem. 
A więc apropos żeli. Zużyłam kilka żeli, a mianowicie trzy. Wydawało mi się, że było ich więcej i na pewno było ale KTOŚ mi wyrzucił opakowanie. 



Pierwszy żel to Balea Duschen&Olperlen. Żel z delikatnymi drobinkami peelingującymi. Przyjemnie pachniał rabarbarem. Świeżo i delikatne. Drobinki jak dla mnie zbyt delikatne bo ja to zedrzeć sobie konkretnie naskórek. Pojemność standardowa 250ml. Kolejny żel to Delightful Orchard od Avon. Żel pachnący pięknie kwitnącą orchideą. Dodatkowo kąpiel umila nam nuta maliny, jabłka i czarnej porzeczki. Fajne połączenie. Żele z Avon bardzo lubię i używam bardzo często. Standardowa pojemność 250ml a cena to ok. 6zł. Ostatni żel to ponownie Balea Meers-rauschen. Limonkowy. Zapach dość intensywny. Coś na zasadzie natarcia się świeżo obraną limonką. Ale mimo wszystko przyjemny i orzeźwiający. Wersja 300ml. P.s. Odkryłam na dnie szafki w swoich zapasach, że jeszcze jeden maluszek z Balea się uchował:) Yeahhh !



Dove silk dry. Antyperspirant o kremowym zapachu. Ale tak kremowy, że aż duszący. Na pewno do niego nie wrócę. Zapach zdecydowanie mi przeszkadzał. Kiedy jest ciepło lubię antyperspiranty w sprayu, jednak zimą preferuję w postaci kulki. Pojemność 150ml, ale zdecydowanie szybko go skończyłam. 


Pianka Planet Spa Revitalising Harmony. Oczyszczająco-rewitalizująca pod prysznic z ekstraktem
z nasion Moringa. Zbytnio nie nadaje się do mycia ciała. Zapach bardzo miętowy i po nałożeniu na skórę czuję się jak bym wchodziła do zamrażarki. Osobiście lubię jak jest dużo piany, ale z tym produktem niestety, ale za wiele jej nie ma. Pojemność to 150ml.


Trzy produkty do włosów. Pierwszy to Szampon do włosów z Syoss z serii Repair wzmacniający
i poprawiający strukturę włókien włosów. Szampon bardzo fajny. Moje włosy się z nim bardzo polubiły i na pewno do niego powrócę. Włosy są miękkie, lśniące i lejące. Dostępny w każdej drogerii. Wersja 500ml. Z tej samej serii zużyłam jeszcze odżywkę. Również jest przyjaźń. Zdecydowanie jedna z lepszych odżywek jaką miałam. Delikatnie pachnie i nawilża włosy, dzięki czemu nie są one obciążone. Wersja 300ml. Szampon z Pantene pro-v intensywna regeneracja. Szampon bardzo ładnie pachnie, super się pieni. Włosy po nim są lśniące i miękkie. Na pewno do niego wrócę i zakupię inne produkty z tej serii bo bardzo mi przypadła do gustu. Wersja 400ml.


i ostatni produkt do włosów to farba do włosów Syoss w odcieniu ciemnego brązu 3-1. Kolor bardzo lubię. Używam go od dawna, ale intensywnie rozważam zmianę koloru. Chyba potrzebuję zmiany. Może jakieś cuda zrobimy? Kto wie:)


A teraz uwaga! Teraz swoje 5 minut mają moi dwaj zdenkowani ulubieńcy, a mianowicie pierwszy to Zmywacz do paznokci Bebauty z Biedronki. Zmywacz bez acetonu, a nadaje się do ściągania hybryd. Używam go tylko podczas zmiany koloru hybrydy, ponieważ nie używam zwykłych lakierów. Bardzo fajny produkt i na prawdę godny polecenia. 


i ostatni już z mojego denka produkt to uwielbiany przeze mnie żel do mycia twarzy Alkmene. Zapach ma tak specyficznie benzynowy, że aż go pokochałam. Fajnie oczyszcza, a nawet zmywa makijaż. Dzięki wygodnej pompce fajnie się go używa. Jeżeli macie dostęp do Dm'u to gorąco polecam.

To już koniec. Zdenkowani będą pojawiać się raz na jakiś czas, ale za to dłuższa lektura. Pozdrawiam i do następnego:) A bym zapomniała, żeby nie było wszystkie opinie na moim blogu są tylko
i wyłącznie moje. 

Copyright © 2016 agulecgadulec , Blogger